„ Uważaj o czym marzysz, bo pewnego dnia to się spełni – przez Alpy na rowerze”

4 lata temu na poważnie zaczęliśmy przygodę z wyprawami rowerowymi. Wówczas zamarzyła nam się trasa Wiedeń-Rzym ale z góry byliśmy skazani na porażkę. Brak doświadczenia i słabe przygotowanie szybko się zemściły i byliśmy w stanie dojechać tylko nad Jezioro Garda w Italii. Marzenie pozostało i w tym roku miało się w końcu ziścić.

DZIEŃ 1:

4 godziny snu, pobudka już przed 5 rano by tylko zdążyć na pociąg z Wiednia do Salzburga. W mieście Mozarta byliśmy już po 9 rano ale prognozy pogody nie były zbyt optymistyczne i wszystkie znaki na niebie mówiły że zapowiada się na burzę i opady. Po zeszłorocznej deszczowej wyprawie do Paryża ( kto jeszcze nie czytał KLIK) jesteśmy uczuleni na deszcz więc postanowiliśmy czym prędzej zacząć naszą wyprawę bez wjeżdżania już do miasta, które dobrze znamy. Kto z was jeszcze nie widział Salzburga niech nie bierze z nas przykładu bo to miasto warte zwiedzenia. Dla niektórych Salzburg to najpiękniejsze miasto Austrii, czwarte co do wielkości, położne w pobliżu granicy z Niemcami w Alpach nad rzeką Salzach. Obowiązkowym MUST SEE w Salzburgu jest oczywiści starówka ze słynną ulicą Getreidegasse 9 gdzie w 1756 roku urodził się Wolfgang Amadeusz Mozart duma Salzburga. Na cześć kompozytora nazwano tu wszystko – plac, lotnisko, restauracje czy czekoladki. Co jeszcze warto zobaczyć? Na pewno Twierdzę Hohensalzburg, piękne ogrody Mirabell, Katedrę św. Ruperta czy Klasztor Św. Piotra. W Salzburgu zaczyna się też wiele ciekawych ścieżek rowerowych m.in. Alpe Adria, którą zrobiliśmy 4 lata temu ( KLIK). Tym razem pojechaliśmy w stronę Niemieć ścieżką Mozarta, która od początku nam nie podpasowała. Słabo oznakowana, mało ciekawa z ciężkimi podjazdami więc przed miejscowością Siegesdorf postanowiliśmy trochę zmodyfikować trasę i pojechaliśmy przez Bergen i Bernau do Neuberg gdzie zaczynał się nasz kolejny etap Innradweg. Ten odcinek trasy był dużo ciekawszy, w Neuberg wzięliśmy ostatni wolny pokój jaki był i gdy tylko przekroczyliśmy próg pokoju rozpętała się taka burza, że szczerze się ucieszyliśmy, że nie śpimy dziś po namiotem.

untitled-9
Austria Hostel
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widok na Salzburg

DZIEŃ 2

Od Neuberg jechaliśmy cały czas przy rzece Inn czyli Innradweg. Po kilku kilometrach znaleźliśmy się znów w Austrii i mogliśmy tak naprawdę pochować wszystkie mapy i GPS. Tu oznakowany jest każdy kawałek ścieżki, nie ma opcji że można się zgubić a gdy tylko choć na chwilę mieliśmy jakieś wątpliwości to zaraz ktoś podchodził i pytał czy wiemy jak jechać. Ten dzień wspominamy jako najłatwiejszy, trasa prowadzi cały czas na bocznej, asfaltowej ścieżce rowerowej, praktycznie jest cały czas płasko i mija się piękne tyrolskie miasteczka jak Kufstein, Jenbach, Hall in Tirol, Inn no i oczywiście stolicę Tyrolu czyli Innsbruck. 6 kilometrów za miastem znajduje się camping a w samym mieście jest dużo tanich pensjonatów. Każdy pewnie kojarzy Innsbruck za sprawą Konkursu Czterech Skoczni. Skocznia Bergisel otwarta jest oczywiście dla zwiedzających, wstęp kosztuje 20 euro i można wjechać kolejką na samą górę i zobaczyć piękną panoramę miasta z punktu gdzie startują skoczkowie. Po za skocznią miasto ma oczywiście wiele innych atrakcji: Goldenes Dachl, Ferdinandeum, Stadtturm, zamek cesarski Hofburg, Alpenzoo – najwyżej położone europejskie zoo (727 m n.p.m.)To jedno z naszych ulubionych miejsc w Austrii dlatego ucieszyliśmy się, że znów możemy tutaj być.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ja i Małysz w Innsbrucku
DCIM100GOPROGOPR2628.
Tyrol

DZIEŃ 3

untitled-75
Via Claudia Augusta

Z campingu w Kranebitten udaliśmy się dalej Innradweg w stronę Hatting. Piękna pogoda od rana i mogliśmy podziwiać Alpy i cudowne miasteczka Tyrolskie. Przestało być całkowicie płasko i zaczęły się już małe podjazdy. Trening przed tym co tak naprawdę miało nas czekać. Nasze dzisiejsze odkrycie to tyrolskie miasteczko Landeck. Przepiękne!! Za to właśnie uwielbiamy wyprawy rowerowe, za te odkrywanie nowych miejsc. Tutaj pożegnaliśmy naszą Innradweg i wjechaliśmy na słynną Via Claudia Augusta którą przed prawie 2000 lat Rzymianie zbudowali jako jedyną cesarską drogę przez Alpy. Przed wiekami ten szlak pokonywały tysiące rzymskich żołnierzy. Dziś to jedna z najbardziej atrakcyjnych tras rowerowych, która umożliwia przeprawę przez Alpy. Trasa zaczyna się w Donauwörth i kończy w Ostiglii w Italii.

DZIEŃ 4

Dziś czekała na nas przełęcz Reschenpass. Za nim do niej dojechaliśmy mieliśmy jeszcze chwilę płasko. Przed granicą ze Szwajcarią 6 km jechaliśmy główną drogą 180 cały czas pod górkę mijając tunele i na tym odcinku nie ma ścieżki rowerowej a ulica jest dosyć ruchliwa. Zaraz za szwajcarską granicą zaczyna się przełęcz też główną drogą na szczęście już nie tak ruchliwą na wysokość ok 1400 m. Dobra wiadomość dla nielubiących podjazdów jest taka że ten odcinek można przejechać autobusem. Nagrodą za wysiłek są oczywiście niesamowite widoki. Mijamy Naudes i aż do granicy z Italią jest cały czas lekko pod górkę, my mieliśmy jeszcze silny wiatr w twarz i o godzinie 14 tylko 40 km na liczniku. Później było już tylko lepiej więc szybko dokręciliśmy więcej kilometrów. Jechaliśmy przy pięknym jeziorze Reschenstausee z zatopioną wieżą kościoła Altgraun a potem odpoczynek dla zmęczonych nóg-kilkukilometrowy zjazd przez piękne winnice południowego Tyrolu. Tutaj nasze pierwsze zdziwienie, w tym regionie mówi się tylko po niemiecku i nawet jedzenie odróżnia ten region od reszty Italii. Pod wieczór szukając już campingu kolejne zdziwienie, nie ma tak jak we Francji stałych opłat i ceny wahają się od 22 do uwaga nawet 38 euro za 2 osoby plus namiot. W Laas znaleźliśmy najtańszy camping więc tu postanowiliśmy przenocować.

DCIM100GOPROGOPR2681.
Jezioro Reschenstausee
untitled-102
Selfie musi być

DZIEŃ 5

untitled-200
Widok na południowy Tyrol – Włochy

Pobudka o 5 rano i już od 6 rano w trasie. Jechaliśmy dalej Via Claudia Augusta przy rzece Etsch mijając piękne winorośla oraz sady jabłoni. Od samego rana na trasie duży ruch ale już po 9 rano wiedzieliśmy przed czym tak wszyscy uciekają: upał. W Italii zawsze warto mieć rezerwę wody bo czasem przez długi czas nie znajdzie się żadnego sklepu. Nam bardziej od upału doskwierał silny wiatr, który na szczęście zelżał pod wieczór. Mijamy Bolzano i dojeżdżamy do naszego kolejnego odkrycia: Trento. Tutaj też droga rozwidla się i można pojechać do Wenecji bądź do Werony. Mieliśmy już 138 kilometrów na liczniku i chcieliśmy jechać dalej ale znów nadchodząca burza zmusiła nas do zjazdu na camping w Mattaralla. Camping w sumie to za duże słowo bo było to gospodarstwo agroturystyczne, które za kawałek swojego trawnika zażyczyło sobie 25 euro. Nie mieliśmy jednak wyjścia a silny wiatr połamał nasz namiot. Oby tylko wytrzymał do Romy.

DZIEŃ 6

untitled-236
Verona

Wstawanie o 5 rano weszło nam w krew ale w Italii o tej porze jeździ się najlepiej. Chcieliśmy też jak najszybciej znaleźć się w Weronie, gdzie kończyliśmy pierwszy etap naszej podróży. Mijamy pierwsze małe miasteczko i zaopatrujemy się w prowiant i jedziemy dalej prostą fajną ścieżką. 20 km przed Weroną czekał nas dosyć spory podjazd w piekielnym upale, tutaj też skończyły się oznakowania trasy. My jechaliśmy trochę z pamięci bo 4 lata temu jechaliśmy tutaj z Werony nad Jezioro Garda ( polecamy!!!!!) ale warto po prostu jechać za rowerzystami. Do Werony wjeżdżaliśmy ok 14 i wzięliśmy camping w samy centrum na wzgórzu, z którego jest piękny widok na miasto. Werona to nasze zdecydowanie ulubione włoskie miasto więc nie było opcji, że nie zostaniemy tu na noc. Miasto Romea i Julii ma tak fantastyczną atmosferę, że nie sposób się w nim nie zakochać.

DCIM100GOPROGOPR2755.
Camping w mieście Piza
Mapa trasy Salzburg – Verona

About The Author

Witamy na naszej stronie o wyprawach rowerowych. Kilka lat temu zaraziliśmy się turystyką rowerową z namiotem i nie możemy się wyleczyć :)

11 Comments

  1. Witajcie:-)
    Znamy ten rodzaj choroby…cykloza!!! Mamy to od 5 lat, a alpejskie widoki rzeczywiście bajeczne, choć nie byliśmy- jeszcze!
    Pzdr z południa Polski

  2. Przypomniałem sobie naszą jazdę wzdłuż Adygi – fantastyczna trasa :), świetna rowerowa droga, delikatnie z góry, widoki, stragany ze świeżym sokiem jabłkowym… 🙂

    Ale jak jechaliśmy pociągiem wzdłuż Innu do Bregencji, to bałem się, że byłoby trochę nudno. Nie było? 🙂 I nad Innem jechaliśmy tylko fragment w górnym odcinku przed Zernez, jeśli dobrze pamiętam.

    Dzięki, z przyjemnością wróciłem do tamtych dni 🙂

    Pozdro! 🙂

    • Może kiedyś gdzieś tam spotkamy się na szlaku 🙂 Alpy to według mnie raj dla rowerzystów, jeszcze wiele do zwiedzenia ale póki co, kraje alpejskie wywarły na mnie największe wrażenie.

  3. Świetna przygoda i wspaniałe zdjęcia, sam niedawno kupiłem sobie rower narazie udaje mi się przejechać do maksymalnie 300km w tygodniu ale robię postępy bo marzy mi się dłuższa wycieczka.
    Pozdrawiam i czekam na więcej wpisów

  4. Lubie jeździć na rowerze, ale w tak długą trasę chyba bałabym się wybrać, bo nawet nie wiedziałabym, jak się do niej przygotować. Pozostaja mi jedynie przydomowe wycieczki, a w podroże auto, samolot, autobus lub pociąg 🙂

  5. Super zdjęcia 🙂 Regularnie jeździmy z mężem rowerami zaczynają nas kusić takie wycieczki, ale nie wiem czy jeż moja kondycja jest gotowa na taką wyprawę 🙁

  6. ostatnio podróżowanie na rowerze staje się bardzo popularne… a mój stary holender stoi w piwnicy od 3 sezonów i jakoś nie mam czasu, aby wydobyć go na światło dzienne…
    chyba muszę pomyśleć o tym, bo Was wpis trochę mnie zainspirował.
    trochę szkoda, że nie jechaliście wzdłuż wybrzeża nad jeziorem Garda – jest tam doskonała droga z fajnymi widokami…

    • Jeziorem Garda jechaliśmy cztery lata temu jak planowaliśmy dojechać do Rzymu, zamiast tego objechaliśmy właśnie to jezioro. Dlatego tym razem pojechaliśmy inaczej.
      Rzeczywiście ostatnio zrobił się bum na turystykę rowerową, głównie spotykamy Niemców, Szwajcarów i Anglików.

  7. Bardzo ciekawe fotki. No i oczywiście gratulacje! Dzięki za masę przydatnych informacji. Nie wiem czy odważę na tak długą rowerową przygodę, bo na razie jeżdżę sobie z ukulele i gitarą, latam samolotami, ale może kiedyś… Fajna przygoda!

  8. Bardzo mi sie podoba, w jaki sposob zaplanowaliscie ten wpis – podzielony na czesci, z wieloma informacjami i mapami. Chcialabym kiedys wybrac sie z Austrii do Italii waszymi sladami, choc pewnie calego szlaku na rowerze przemierzyc nie dam rady:)

    • Na pewno dała byś radę, nie taki diabeł straszny jak go malują. Przez Alpy wbrew pozorom wcale nie było tak ciężko.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*

Close